Kategoria: Artykuły historyczne
Jak niektórzy zauważyli, w ostatnich dniach pojawiły sie pewne perturbacje w działaniu niniejszej strony. Usunięcie problemów będących ich przyczyną zajęło mi całkiem sporo czasu bo musiałem zrobić porządek z pewnymi elementami kody. Gdyby nie uprzejma i wielka pomoc Łukasza Mizińskiego z pewnością bym sobie nie dał z tym wszystkim sam rady. Obecnie jednak wszystko już działa bez zarzutu i możemy zająć się tym co najważniejsze – czyli historią dawnego Wrocławia.
Na początek jeszcze jedna dygresja – jak pisałem przed wakacjami, gorąco liczyłem na Wasze odwiedziny bo zbliża się trzecia rocznica uruchomienia strony i byłby to bardzo miły prezent gdyby się udało osiągnąć pułap 100.000 odwiedzin w tym okresie. Wspomniane wyżej perturbacje spowodowały, że licznik odwiedzin nie pracował w pełni poprawnie, ale dziś już wiem, że w okolicy początku lipca licznik przekroczył tę magiczną wielkość. Dlatego wszystkim wiernym i mniej wiernym czytelnikom serdecznie dziękuję.
Dzisiaj, za sprawą Karola Korony, kończymy temat związany z bronią pancerną użytkowaną przez armię niemiecką w czasie II wojny światowej. Wiele ciekawostek jakie wydobył na światło dzienne, wiele cytatów, sporo zdjęć na pewno sprawią, że temat Was zainteresuje. Moim marzeniem jest zdobycie kiedyś niemal topograficznej wiedzy o tym gdzie, który wóz uczestniczył w walkach na terenie naszego miasta, gdzie miały miejsce kluczowe wydarzenia związane z wykorzystaniem tu broni pancernej. Wiem jednak, że to jeszcze bardzo odległy czas. Gorąco zapraszam do lektury.
Panzerwaffe w Festung Breslau [Karol Korona]
Dzisiejszym artykułem kończymy cykl o niemieckich wojskach pancernych i roli jaką odegrały w trakcie walk na frontach II wojny światowej. Przetrzebione formacje, które na przełomie 1944 i 1945 roku brały udział w obronie chylącej się ku upadkowi III Rzeszy były jedynie cieniem jednostek z lat 30-tych. Pomimo tak ograniczonego potencjału bojowego (o czym pisałem w drugiej części cyklu), oddziały te w ciągu ostatnich kilku miesięcy potrafiły odnosić spektakularne sukcesy. Jednakże zwycięstwa, odnoszone głownie lokalnie, nie miały żadnego wpływu na ogólny wynik wojny, potwierdzały jedynie renomę walczących żołnierzy.
Pod koniec grudnia 1944 roku, kiedy stało się jasne, że ofensywa w Ardenach zakończy się fiaskiem, rozpoczęto stopniowe wycofywanie wojsk i przerzucanie ich na front wschodni. W opinii generała pułkownika Guderiana, pełniącego funkcję szefa Sztabu Generalnego Wojsk Lądowych (OKH – Oberkomando des Heeres), odpowiedzialnego za front wschodni, jak i innych wyższych oficerów, powstrzymanie rosyjskiego natarcia w środkowej Polsce, będzie można jeszcze przekuć w sukces polityczny. Byłby to mocny argument w ewentualnych rokowaniach pokojowych. Niemcy liczyli, że wreszcie dojdą do głosu wewnętrzne antagonizmy między aliantami co pozwoliłoby godnie skapitulować na froncie zachodnim jednocześnie wszystkie siły przeznaczając do walki przeciwko Rosjanom. Nawet po ustabilizowaniu się frontu – na krótko – na linii Odry, dalej liczono na „cud”. W tym miejscu chciałbym przytoczyć wspomnienia dwóch żołnierzy – pierwszy z nich Hans Rudel, as niemieckiego lotnictwa szturmowego, miał okazję rozmawiać z ministrem spraw zagranicznych Rzeszy von Ribbentropem, z kolei Erik Wallin (szwedzki ochotnik służący w 11. Dywizji Grenadierów Pancernych SS Nordland) wysłuchał przemowy Obergruppenführera SS (polskim odpowiednikiem jest generał, w zależności od korpusu z określeniem rodzaju broni) Felixa Steinera na krótko przed rozpoczęciem walk na „froncie odrzańskim”.
Hans Rudel zanotował:
Wyjaśniam mu, że my na froncie liczymy na to, że uda się coś załatwić dyplomatycznie, żeby trochę obniżyć presję, która wywierana jest na nas z każdej strony. (…) Natychmiast wyjaśnia mi, że podjął już wiele prób. (…) Oczywiście teraz również prowadzone są rozmowy, ale nie da się rozstrzygnąć, czy w obecnej sytuacji możliwy jest wymarzony sukces.
Felix Steiner miał zaś powiedzieć:

Cokolwiek stanie się na zachodzie, nie możemy teraz o tym myśleć. Główną kwestią jest front odrzański. (…) Musimy utrzymać rubież rzeki.
Churchill, niechętny Stalinowi, był skłonny na taki układ (jeszcze w kwietniu 1945 roku sondował w tej sprawie prezydenta Trumana, który zastąpił Roosevelta). Nawet w ostatnich miesiącach wojny prowadzono tajne pertraktacje z niemieckimi wysłannikami. Wszystko zależało zatem od powodzenia walk na froncie wschodnim.
Przedstawione Hitlerowi, na początku stycznia 1945 roku, dane wywiadu dotyczące przewagi Armii Czerwonej spotkały się z lekceważeniem oraz ostrą krytyką. Miał on między innymi powiedzieć:
Jest to największy blef od czasów Czyngis-Chana.
Ponadto odmówił on wybudowania i obsadzenia oddziałami zabezpieczającymi pomocniczej linii obronnej znajdującej się w odległości około 20 km za frontem zajmowanym przez wojska niemieckie. Chodziło o wycofanie żołnierzy bezpośrednio przed atakiem z głównej pozycji na zapasową (pozostawiając nieliczne jednostki tyłowe w celu pozoracji) udaremniając w ten sposób zgubne skutki przygotowania artyleryjskiego mającego zmiękczyć obronę. Rosyjskie natarcie uderzyłoby w próżnię, tracąc jednocześnie impet. Jak wspomina Guderian, uzyskał on zgodę na wybudowanie takich pozycji w odległości 2-4 km, co było absolutnie niewystarczające. Następna rozbudowana pozycja znajdowała się „dopiero” na granicy Górnego Śląska i Kraju Warty, ale brakowało wojsk, żeby nawet prowizorycznie ją obsadzić. Dużą rolę miały odgrywać podnoszone do rangi twierdz miasta i miasteczka, które pozwoliłyby związać walką wiele rosyjskich oddziałów uniemożliwiając wykorzystanie ich w innym miejscu. W rozkazie Hitlera z 8 marca 1944 roku o tzw. Fester Platz można przeczytać:
Miejsca umocnione będą odgrywać rolę fortec z dawnych okresów historycznych. Dzięki nim wróg nie zajmie obszarów o decydującym znaczeniu operacyjnym. Zostaną otoczone, związując w ten sposób jak największe siły przeciwnika i stwarzając warunki umożliwiające skuteczny kontratak. Lokalne twierdze, które znajdą się głęboko w strefie walk, będą zażarcie bronione w razie ataku nieprzyjaciela. Znajdując się na głównej linii bitwy, będą stanowić dodatkową rezerwę sił obronnych, a w razie przerwania dotychczasowego frontu przez nieprzyjaciela utworzą zrąb nowego – dostarczając pozycji do przeprowadzenia kontrataków.
Wydawać by się mogło, że taka strategia jest pozbawiona sensu jednak tylko pozornie. Wojna to nie tylko walki na froncie, to także logistyka. Nie zapominajmy, że ogromna rosyjska armia potrzebowała dostaw – żywności, paliwa, amunicji czy uzupełnień – dostarczanych głównie koleją. Żywność można było wprawdzie zdobyć na wrogu albo zarekwirować ludności cywilnej, ale to rozwiązanie wystarczy tylko na jakiś czas. Niemcy stosowali w pojazdach silniki benzynowe podczas gdy Rosjanie silniki diesla zasilane olejem napędowym. Amunicji także nie można było stosować zamiennie. Cóż zatem znaczy najpotężniejsza nawet armia pozbawiona zapasów? Jaką wartość mają żołnierze, którzy muszą się pięć razy zastanowić zanim wystrzelą pocisk z działa czy karabinu? Niemcy, których linie zaopatrzenia skróciły się, blokując ważne ośrodki transportowe ograniczyliby Rosjanom swobodę działania poprzez chociażby przerywanie ciągłości linii komunikacyjnych takimi fortecznymi korkami. Nie zapominajmy też, że pomimo bombardowań, niemiecki przemysł pracował pełną parą osiągając zadziwiającą wydajność. Produkcja samolotów wzrosła z prawie 25 tys. sztuk w 1943 roku do około 40 tys. w 1944 roku, czołgów z 17 tys. do 22 tys. zaś dział z 27 tys. do 41 tys. Ponadto wycofująca się armia niemiecka starała się niszczyć instalacje o strategicznym znaczeniu jak mosty, przeprawy promowe, zapory etc. Armii Czerwonej pozostawały zatem drugorzędne magistrale kolejowe o mniejszej przepustowości, co wydłużało okres przygotowań do kolejnych operacji zaczepnych.
Powodzenie strategii fortecznej zależało od kilku czynników. Miejsca umocnione powinny być odpowiednio przygotowane, tak materiałowo jak i organizacyjnie do powierzonej im roli. Nie mogły się także bronić w nieskończoność, należało zatem dołożyć wszelkich starań aby zostały w trakcie walk odpowiednio zaopatrywane drogą lotniczą (w miarę zużywania zgromadzonych zapasów) oraz odblokowane. Powinny być także pozbawione ludności cywilnej, krępującej w pewnym sensie możliwości wojskowych. Dwa ostatnie czynniki mają z kolei niebagatelny wpływ na morale walczących oddziałów. Chciałbym w tym miejscu przytoczyć dwa odmienne przypadki będące potwierdzeniem przytoczonych przeze mnie elementów warunkujących możliwość skutecznej obrony wspomnianych wcześniej miejsc umocnionych – kocioł demiański (będący w zasadzie zgrupowaniem okrążonych wojsk rozrzuconych na znacznym obszarze) oraz Stalingrad.