Radiowe wędrówki

Kategoria: Artykuły historyczne

Święta, święta i po świętach… 🙂

Mam nadzieję, żeście pojedli, popili, odpoczęli i możecie poświęcić się lekturze. Wiem, dawno jej nie było, ale akurat mnie kompletnie wena opuściła i musiałem się zebrać w sobie aby Wam to zrekompensować. Dzisiaj zatem oddaję w Wasze ręce (albo “oczy”, to bardziej by tu pasowało) kolejną, ósmą już część zmagań Willego z zagadką zabójstwa Heike Möllmann. Tym razem sprawa zaczyna się prostować i liczę na to, że co bardziej domyślni z Was będą w stanie wskazać głównego sprawcę całego zamieszania. Mimo to pozostaję przy nadziei, że z równą niecierpliwością oczekiwać będziecie kolejnej, ostatniej części tego opowiadania.

Teraz kolej na coś więcej ode mnie. Kolejny raz największy problem sprawiło mi wybranie tematu, któremu byłbym w stanie sprostać. Głównie na płaszczyźnie merytorycznej wiedzy, której nie można zaczerpnąć jedynie z wikipedii. Ostatnio stwierdziłem, że więcej czasu zajmuje mi przygotowanie dla Was treści do wpisu na blogu, niż samo jego pisanie, więcej: niż pisanie kolejnego opowiadania. Nie odbieram tego jednak jako jakiejś niewygody, takie poszukiwania dają mi mimo wszystko mnóstwo frajdy ale też i wiedzy o detalach i szczegółach ówczesnego życia, które prędzej czy później na potrzeby opowiadań posiąść bym musiał.

Aby rozpocząć posłużę się cytatem:

Bez samochodów, filmów dźwiękowych i radia – nie byłoby zwycięstwa narodowego socjalizmu.

Słowa te wypowiedział w jednym ze swych wystąpień nie kto inny, a sam Adolf Hitler i zamieszczone tutaj nie mają na celu wcale propagowania jego ideologii. Chodzi o zwrócenie uwagi na fakt niezwykłego znaczenia w ówczesnych Niemczech nowoczesnych technologii i wykorzystywania ich przez zakapiorów spod znaku krzyża z połamanymi ramionami. O samochodach kilka słów było, będzie za jakiś czas o autostradach, o filmach na razie nie planuję nic, ale może za jakiś czas. Kto wie…?

Dziś więc będzie o instytucji radia.

Słowo “instytucji” nie zostało tutaj użyte bez powodu. Pochylenie się nad tym zagadnieniem i pewnymi aspektami stanowić może doskonałą podstawę do wielu wędrówek zarówno w czasie i przestrzeni. Do tych wędrówek mam gorącą nadzieję zachęcić was poniższymi słowami.

Wynalazek radia nie był niczym nowym dla Wilhelma i jemu współczesnych. Już w 1895r. niejaki Marconi, pracując w głębokiej tajemnicy przed ojcem, w warunkach polowych niemalże, uzyskał pierwsze połączenie i transmisję informacji na odległość ok 1km za pomocą fal elektromagnetycznych. Niektórzy badacze ze wschodu mają odmienne zdanie na temat wynalazcy i autora pierwszego połączenia 🙂 Nie zmienia to jednak postaci rzeczy, że w końcówce lat 30-tych, w Niemczech, wynalazek radia był już powszechny. A przynajmniej niektórzy chcieli aby powszechnym był. Dlaczego?

Sprawa jest prosta – nie kto inny, ale właśnie wymienieni wyżej naziści dostrzegli w tej materii możliwość oddziaływania na podległe im masy i skwapliwie z tego korzystali. Ich intensywna “praca u podstaw” w tym względzie koncentrowała się na różnych aspektach problemu. Podawane przez “Hamburger Fremdenblatt” z 6 sierpnia 1942r. dane mówią, że w czasie tzw. “Pochwycenia władzy”, a więc 30 stycznia 1933r (o tej dacie będzie jeszcze kilka słów niżej) w całych Niemczech zarejestrowanych było ok 4,5 miliona odbiorników radiowych, przy około 20 milionach gospodarstw domowych. W roku 1939 odbiorników było już 11,5 miliona. W roku 1942 tych gospodarstw było już 23 miliony, ale urządzeń do odbioru audycji radiowych było już 16 milionów. Wychodzi na to, że wtedy ok 70% (w miastach ok 80%) mieszkańców kraju miało możliwość odbioru tego środka przekazu. Ktoś może powiedzieć, że to ogólnoświatowy trend w owym czasie. Owszem, ale nigdzie indziej nie był on aż tak powszechny i nigdzie indziej tak mocno nie był stymulowany przez władzę. Wszyscy z pewnością znacie ideę samochodu dla mas, czyli KdF’a znanego dzisiaj pod nazwą Volkswagena Garbusa. Tą samą drogą poszli naziści w przypadku odbiorników radiowych, wychodząc ze skądinąd słusznego założenia, że jeżeli społeczeństwu umożliwi się zakup taniego sprzętu to ono podda się samoistnie tendencji i pędowi do nowoczesności, który to można wykorzystać w celu wpływania na każdą jednostkę.

Taki sam trend dotyczy zresztą liczby dużych, państwowych rozgłośni (posiadających urządzenia nadawcze o mocy powyżej 10kW) nadających na terenie kraju. We wrześniu 1930r. było ich dwie, w kwietniu 1932 roku doszła kolejna, ale już niecały rok później (marzec 1933) rozgłośni takich było 6, a w 1939 – 24. O rozgłośniach i wędrówkach ich śladem pomówimy jeszcze niżej. Wracając jednak do jednostki…

Na 10-tej Wystawie Radiowej w Berlinie, która odbyła się w sierpniu 1933r. zaprezentowano coś co nazwano Volksempfänger. Dzisiaj tłumaczymy to jako “Odbiornik Ludowy”, ale było to pierwsze na świecie, tanie i powszechnie dostępne radio dla mas. Nadano mu oznaczenie VE301 z rozszerzeniami w zależności od rodzaju zasilania: VE301B – baterie, VE301G – prąd stały, VE301W – prąd zmieny, VE301GW – możliwość wyboru rodzaju zasilania. Nie bez znaczenia były w tym oznaczeniu cyfry. Symbolizowały one datę przejęcia władzy przez nazistów – a więc wspomniany wyżej 30 stycznia. Odbiornik ten kosztował wtedy 76 RM. Samo urządzenie było niezwykle proste zarówno w konstrukcji jak i obsłudze. Posiadało trwałą bakelitową obudowę mieszczącą podstawowe podzespoły na jednej płytce, spory głośnik oraz trzy pokrętła: włącznik, natężenia siły głosu oraz strojenia . Tarcza strojenia była zeskalowana w taki sposób aby możliwy był odbiór jedynie rozgłośni radiowych dostępnych na terenie Niemiec. Co ciekawe, po anschlussie Austrii konieczne było wprowadzenie nowych odbiorników, gdyż wcześniejsza skala nie obejmowała rozgłośni z terenu zaanektowanego kraju.

Zobacz także