Stadion Olimpijski

Kategoria: Artykuły historyczne

Tak wiem – dawno mnie nie było, ale dużo się dzieje. W ramach małych przeprosin dzisiaj dodałem ostatni rozdział pierwszego opowiadania jesieni, ale też i pierwsze dwa – na zachętę – rozdziały opowiadania trzeciego. Cieszycie się? 🙂

Z drugim opowiadaniem tego cyklu mam niestety pewien problem więc ciągle jeszcze nad nim pracuję. Musicie mi wybaczyć tę niewielką niekonsekwencję.

Wreszcie dowiecie się co było przyczyną całego zamieszania ze śmiercią Alexandry. Wejdziemy też z Willim w specyficzny świat filmowców, który zarówno wtedy jak i dzisiaj rządzi się swoimi prawami. Nie twierdzę, że jest to grupa społeczna spędzająca czas na wiecznych zabawach, ale taki profil był mi potrzebny do wykreowania całego spektrum potrzebnych zachowań bohaterów. Miałem z różnymi filmowcami do czynienia i zdecydowanie są to weseli, otwarci i pełni pozytywnej energii ludzie. Zajmiemy się więc tym razem pewnym szantażem, który skutecznie zatrzymał prace na planie nowego filmu. Czy Wilhelmowi uda się doprowadzić sprawę do szczęśliwego końca i zaproszony zostanie na premierę? Aby znaleźć odpowiedź na to pytanie będzie trzeba uzbroić się jednak w odrobinę cierpliwości.

Tutaj mała dygresja: jeden z moich recenzentów narzekał, że w „Od dawna chciałem to zrobić” pojawiają się zbyt obszerne opisy, które spowalniają akcję. W sumie racja, ale poniekąd takie było zamierzenie, aby akcja rozwijała się relatywnie powoli aby eksplodować na sam koniec. Bardzo jestem ciekawy Waszych opinii w tym zakresie.

Oczywiście zapraszam do lektury.

Gryzący dym wspomnień – 9

Od dawna chciałem to zrobić – 1

Od jakiegoś czasu czytam niezwykłą biografię Hermanna Göringa, pióra Davida Irvinga, którą dostałem w prezencie od Covalusa[1]. Nie dość, że to potężny kawał historii tego człowieka to jeszcze zawierający mnóstwo ciekawych faktów dotyczących życia codziennego w przedwojennych Niemczech. Trochę jednak trudna to lektura, więc przerywam ją innymi, lżejszymi. Zresztą Irving ma doskonale ugruntowaną opinię protagonisty w sympatyzowaniu z ówczesnym reżimem. To niestety widać i tutaj, co mnie osobiście, delikatnie mówiąc, wkurza. Sama jednak książka mimo to jest niezwykle pasjonująca. Ona popchnęła mnie do dzisiejszego tematu, a dokładniej, sam jej bohater. Będąc gdzieś w okolicach roku 1942 (mowa o historii jego życia) zastanowiła mnie niesamowita popularność Hermanna wśród społeczeństwa niemieckiego. Pomimo ponoszonych przez jego Luftwaffe porażek, pomimo niedotrzymanej obietnicy zmiany nazwiska na Meier jeśli na Niemcy spadnie chodź jedna bomba, ludzie go uwielbiali. Wybaczali mu słabostki, kompletną obojętność na nieszczęścia i całe zło, którego był sprawcą (wszak formalnie był premierem Prus i szefem-założycielem Gestapo). Jakby się nad tym zastanowić, to mogłoby to troszkę tłumaczyć przyczynę obdarzenia jego imieniem stadionu miejskiego w Breslau. Zastanawiałem się czy mogło być jeszcze jakieś inne podłoże takiej decyzji. Jedynie co mi przyszło do głowy to chęć przypodobania się miejskiej władzy wpływowemu człowiekowi, który nota bene był niezwykle łasy na tytuły, zaszczyty i honory. Dość powiedzieć, że obraził się był niemal na Duce pewnego razu gdy ten wręczył wysadzany diamentami naszyjnik Annunziaty (wysokie włoskie odznaczenie) Ribbentropowi, a nie Göringowi. Nie wiele brakowało, a wyszedł by z tego całkiem niezły dyplomatyczny skandal. Trzeźwość umysłu hrabiego Ciano i kilku pomocników Duce uratowała sytuację – obiecano marszałkowi takie odznaczenie „gdy odwiedzi Włochy następnym razem”.

Ale marszałek to tylko pretekst bo dziś miało być o stadionie. Zgodnie z moimi myślami idą także chyba myśli redakcji Gazety Wrocławskiej, która w tym tygodniu w działce historycznej opisuje jedno z wydarzeń jakie na tym stadionie miało miejsce w 1935r. Antycypowałem? 🙂

Był taki moment w historii Wrocławia, kiedy miasto nie było w stanie zorganizować imprezy sportowej i zapewnić godziwych warunków widzom w liczbie większej niż kilka tysięcy. Były w mieście stadiony, ale nie były w stanie pomieścić więcej jak 10.000 widzów. Dziś taka liczba wydawać by się mogła sporą, szczególnie w kontekście frekwencji na obecnym stadionie miejskim przy okazji występów kopaczy piłki kopanej, ale pamiętać trzeba, że przed wojną nie było siedmiu czy dwunastu kanałów sportowych w telewizji więc wydarzenia takie oglądało się na żywo, w ostateczności posiłkując się radiem, czy miejskim radiowęzłem i jego stacjami rozgłośnieniowymi. Dlaczego więc miasto nie mogło przeprowadzić takiej imprezy? Tak się bowiem złożyło, że po zakończeniu I wojny światowej w budżecie były znacznie pilniejsze wydatki niż pojemny stadion, więc na liście priorytetów spadł on na odleglejsze miejsce. Nie spowodowało to bynajmniej zatrzymania rozwoju zainteresowań sportem wśród społeczeństwa. Wręcz odwrotnie, w latach 20-tych sport, a piłka nożna w szczególności zyskiwała znacznie na popularności. Dlatego od 1918r. włodarze myśleli nad rozwiązaniem tego problemu. Budowa dużego obiektu sportowego, z całym zapleczem, to nie tylko wygoda dla mieszkańców, ale znaczny prestiż dla miasta, które może się promować poprzez organizację wielu imprez. Nie bez znaczenia był także fakt, że można byłoby takie miejsce wykorzystać jako lokalizację nie tylko dla aktywności sportowej. Idąc tym tropem, gdzieś w okolicy roku 1922 postanowiono wybudować stadion miejski. Kluczem było znalezienie odpowiedniej lokalizacji. Oczywistym jest, że winna ona być możliwie blisko od centrum aby dojazd/dojście nie nastręczało problemów, ale jednocześnie na tyle daleko aby znaczny ruch wokół obiektu w trakcie wydarzeń nie powodował perturbacji komunikacyjnych. Rozważano kilka miejsc, w tym przy dzisiejszej ul. Lotniczej, w okolicy parku Zachodniego i dawnego lotniska na Gądowie. Decyzją magistratu wybrano jednak dzielnicę, pozostającą już od 1904r. w granicach miasta: Zalesie, po niemiecku: Leerbeuthel (później Leerbeutel). Znajdował się tutaj park, powstał niedawno kompleks Jahrhunderthalle (dziś: Hali Stulecia), otaczających ją terenów wystawowych oraz Zoo. Dlatego też obszar ten był w owym czasie popularnym celem wycieczek dla mieszkańców miasta. Docierały także w tę okolicę dwie nitki tramwaju.

Już w 1923r. zadanie zaprojektowania kompleksu stadionów wraz z polem marsowym i odkrytymi basenami powierzono Richardowi Konwiarz’owi, który, obok Maxa Berga, był jednym z najbardziej znanych architektów tworzących w Breslau. Tutaj muszę pozwolić sobie na małą dygresję bo mnie skręca w środku jak słyszę z ust ludzi ponoć znających się na rzeczy (a miałem tę wątpliwą przyjemność), że projektant stadionu miał na nazwisko KonwiaŻ (chodzi mi o wymowę dwóch ostatnich liter – mniej więcej jak Ż). Otóż nie miał. Jego nazwisko wymawia się jak KonwiaRC (coś pomiędzy C a Z, wszak w niemieckim nie ma litery brzmiącej jak polskie Ż). Nic mnie tak nie wnerwia jak ignorancja ludzi, którzy powinni być otrzaskani z tematem. Pomimo polskiej proweniencji tego nazwiska (urodził się w w 1883r w Czempiniu, dzisiaj leżącym w woj. wielkopolskim) facet był Niemcem i po niemiecku jego nazwisko należy wymawiać, choćby nie wiem jak się tego narodu niecierpiało. Dokładnie na tej samej zasadzie wywołują u mnie krwiożercze instynkty „panowie redaktorowie” (nawet ogólnopolskich publikatorów), którzy albo edukację skończyli na poziomie zerówki, albo pochodzą z jakiegoś małego afrykańskiego kraiku. Chodzi mi o błędne wymawianie końcówek niektórych wyrazów. Jak słyszę „wychodzOŁ”, „grajOŁ” „śpiewajOŁ” to bym normalnie chyba był za aborcją w niektórych przypadkach… Takie wyrazy kończą się zlepkiem dwóch typowo polskich liter:”…ĄŁ”. Jak ktoś nie potrafi poprawnie mówić po polsku to nie powinien brać się za mikrofon, a zatrudniający i odpowiedzialny za takiego delikwenta redaktor czy wydawca programu winien robotę stracić w trybie ultra ekspresowym bez możliwości zatrudnienia na podobnym stanowisku. Jeśli ktoś pracuje w mediach, które z zasady powinny kształtować społeczeństwo, nawet w tak drobnych szczegółach, i posługuje się ojczystym językiem w sposób tak karygodnie niepoprawny – nie powinien w ogóle być dopuszczany do głosu. Wrrrr – zdenerwowałem się. Przepraszam 🙂

Zobacz także