Willi na wakacjach

Pomimo, że ten tydzień spędzamy z Willim na urlopie, udało się mi umieścić kolejny, szósty już rozdział „Wrogiego przejęcia”, w którym sprawy zaczynają się nieco klarować, ale też chyba dość drastycznie zmieniają obrót. Ciekawy jestem czy się Wam spodoba.

linia_1

Dzisiaj nie będzie niestety żadnych nowych faktów i informacji o Breslau. Urlop to urlop i nie ma od niego odwołania. Tym bardziej, że obiecałem go rodzinie, a to święta obietnica. Proszę więc o wybaczenie 🙂

Ostatnio, kilka dni spędziliśmy z Wilhelmem w Krummhübel[1]. Miasteczko położone malowniczo w stromej i wąskiej dolinie ma niezwykły urok. Tym bardziej, że współczesne jego władze przykładają niezwykłą wagę do poprawienia wyglądu remontowanych kamienic w kierunku powrotu do dawnego klimatu. Urzekła mnie ta dbałość o detale drewnianej snycerki, wykończeń i wszelkich szczegółów architektonicznych. Fachowcem nie jestem, ale moim zdaniem jest to bardzo dobry kierunek. Szczególnie dla mnie – pozwala bez problemu wczuć się w klimat tego miasta w latach 30-tych. W efekcie umieszczę tutaj wydarzenia jednego z kolejnych opowiadań, w którym Wilhelm zmierzy się z „Wodnym zabójcą”. Na razie zbieram do tego projektu materiały i informacje, ale jestem przekonany, że za jakiś czas będę się nim mógł z Wami podzielić.

Zapytano mnie ostatnio jaki jest proces tworzenia takich opowiadań. Pytała o to osoba, która próbuje stawiać własne, jeszcze niepewne kroki w trudnej sztuce przelewania myśli na papier/komputer. Dlatego pozwolę sobie tutaj dwa słowa na ten temat zamieścić.

Dzisiaj mam swoją metodę, ale wcześniej powstało kilka opowiadań w oparciu o inną. Mianowicie wymyślałem na początek przestępstwo, dawałem zadanie Willemu i wrzucałem go tym niejako na głęboką wodę, każąc rozwiązywać zagadkę. Efekt bardzo przyjemny dla samego procesu pisania, bo człowiek się niezwykle identyfikował ze śledztwem, angażował się w nie i próbował zmierzyć się z jego przeciwnościami. Niestety – to okazało się dla mnie ślepą uliczką. Wspomniany w „Niewinnych kłamcach” Mizofob jest tego doskonałym przykładem. Udało mi się sprawę rozwiązać mniej więcej w 75%, ale utknąłem bo zabrakło mi poszlak i do dzisiaj ta sprawa jest w facie permanentnego dokończenia. Muszę zastosować do niej moją drugą metodę, którą obecnie stosuję konstruując intrygę i pisząc opowiadania.

Po opisanych wyżej doświadczeniach przyjąłem inną zasadę. Zaczynam od wymyślenia motywu, powodów dla których przestępca mógłby dokonać przestępstwa. Następnie powstaje samo przestępstwo, czyn niecny, narzędzia jego dokonania, ewentualni świadkowie, miejsce zbrodni etc. W dalszej kolejności buduję listę wydarzeń jakie miały miejsce pomiędzy motywem, przestępstwem, a zleceniem i pierwszym kontaktem ze sprawą Willego. Od tego momentu bowiem będę zaczynał pisanie opowiadania, bo od tego momentu Willi zaczyna swoją pracę. Zanim to jednak nastąpi, muszę zebrać informacje o wszystkich wydarzeniach jakie muszą nastąpić aby możliwe było rozwiązanie zagadki. Nasz bohater musi mieć wiedzę i możliwość wywnioskowania rozwiązania na podstawie posiadanych danych. Te dane (a więc właśnie dowody, świadków, poszlaki) muszę mu w trakcie śledztwa dostarczyć w ten czy inny sposób. Czasem musi on mieć możliwość dostrzeżenia z pozoru błahego faktu, który w połączeniu z innymi okolicznościami da wniosek prowadzący do rozwiązania sprawy. Ale on musi móc to dostrzec, zauważyć. Na koniec zbieram informacje o miejscach i lokalizacjach, w jakich będą się rozgrywać opisywane wydarzenia. Ten proces zajmuje relatywnie najwięcej czasu i niestety jest to nie do uniknięcia. Wiele razy zdarzało mi się spędzać trzy dni na szukaniu odpowiedzi na pytanie, na podstawie której byłem w stanie napisać jedno zdanie. Najprostszy przykład sprzed dwóch tygodni – pisząc kolejne opowiadanie musiałem stwierdzić jakie były gatunki drzew rosnące tuż obok restauracji dworcowej przy Breslau Hauptbahnhof. Szukałem, czytałem, bez efektu. Po remoncie dworca drzewa te bowiem zostały w większości wycięte. Sam spacer w to miejsce nie dał mi jednoznacznej odpowiedzi, bo jaką miałem gwarancję, że te pozostawione w pewnym oddaleniu od budynku były w tym samym gatunku jak te stojące blisko niego? Dopiero dokopanie się do fragmentów dokumentacji dotyczącej przebudowy dworca dało jednoznaczną odpowiedź.

Wypełnianie stworzonego scenariusza treścią, czyli faktyczne pisanie opowiadania to już sama przyjemność i ostatni etap całego procesu. Ale to historia na osobny wpis, który jak będziecie chcieli to Wam również przybliżę.

Napisano Wpisy inne | Oznaczone jako: | Wstaw komentarz

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *

  • Ostatnie wpisy

  • Archiwa

  • Licznik odwiedzin

    • 124
    • 273
    • 2 617
    • 12 370
    • 863 979