Rozwiązanie konkursu widokówkowego i podziękowania

Dzisiaj jestem coś Wam winien. Na pewno rozwiązanie konkursu. Wyniki już znacie – ale nadal nie wiecie jakie były poprawne odpowiedzi. To trochę zamierzone, bo rozwiązanie to było przedmiotem małego przedstawienia jakie odegraliśmy dla Was w trakcie spotkania. Dlatego nie podawałem go wcześniej. Dzisiaj nadszedł więc czas aby to zrobić.

Pytanie pierwsze: Gdzie przetrzymywana jest Jacqueline?

Odpowiedź była chyba prosta. W zasadzie nie nastręczyła Wam większych trudności. Wystarczyło zebrać wszystkie pierwsze litery treści kartek i ułożyć po kolei:

Markthalle 1 – Hala targowa zlokalizowana przy dzisiejszej ul. Piaskowej. O taką odpowiedź w tej kwestii chodziło.

Pytanie drugie: Co jest dowodem niewinności brata nadawcy kartek? (a co wisi na łańcuszku zawieszone na szyi Jacqueline)?

Tutaj naprowadzić Was na odpowiedź powinna kartka nr 5 z 22 września. W niej bowiem stało:

Szukali też czegoś w tym piasku. Ale nie znaleźli. Jak myślisz, czego mogli szukać?

Oczywiście ostatni akapit ostatniej kartki też miał pokazać o co chodzi:

Znalazłem to czego w piasku szukali. Nie wpadło w piasek tylko kawałek dalej w krzaki co tam rosną. Mam każdą sztukę!

Reasumując. Dowodem niewinności brata były oczywiście zebrane łuski, które powieszone zostały na łańcuszku na szyi Jacqueline. Łuski wystrzelone z pistoletu prawdziwego sprawcy morderstwa. Jak pamiętacie, zatrzymany brat miał w ręku rewolwer, a taka broń niestety nie wypluwa łusek po strzale. Pozostają one w bębenku, nie można więc ich szukać po okolicznych krzakach. Prawda? 😀

Pytanie trzecie: W tej sprawie nie zgadzają się ze sobą dwie kluczowe liczby. O jakie liczby chodzi?

To pytanie wiązało się dość ściśle z poprzednim. Kluczowa kartka, która miała Wam dać do myślenia została wysłana 25 września (numer 8). W niej zapisano, że policjanci zatrzymujący obwinionego znaleźli tylko jeden pocisk wystrzelony z jego rewolweru. Zaś w ostatnim zdaniu na tej kartce zapisane zostało, że denat miał „dziury w koszuli”. Dziury – liczba mnoga. Więc nie zgadzała się liczba wystrzelonych pocisków. Jeśli ktoś tak by odpowiedział, taką odpowiedź bym uznał. Jednakże, wszyscy podali dokładnie na czym polegała różnica. Zatrzymany strzelił raz, a ciało miało cztery dziury po kulach.

Wszystkim laureatom serdecznie gratuluję. Ponieważ dotarło do mnie kilka pytań na ten temat, sprostuję i objaśniam: Każda książka będąca nagrodą zostanie opatrzona specjalnym autografem i wysłana na wskazany w mejlu adres. Serdecznie dziękuję za udział i zaangażowanie.

linia_1

Musicie wiedzieć, że czwartkowe spotkanie kosztowało mnie mnóstwo wysiłku. Samo przygotowanie scenariusza i opracowanie koncepcji konkursu zajęło mi ze 2 miesiące. Oczywiście nie non-stop 😀

Dla tych, których zabrakło w czwartek. Plan był prosty. Stworzyć w Mediatece maleńką namiastkę lat 30-tych. W tym celu „zbudowaliśmy” małe biuro, w którym miało odbyć się przesłuchanie. Do tego biura tajniak pod przymusem doprowadził Willego. Padły strzały, spadł kapelusz, jednego z czytelników wysłano „do knajpy Hugo Cohna za rogiem” po piwko… W ogniu zadawanych przez policję pytań stało się jasne, jakie jest rozwiązanie konkursu widokówkowego bowiem udzieliliśmy odpowiedzi na wszystkie trzy konkursowe pytania. Dopiero później prowadzący/przesłuchujący przeszedł do swojej prawdziwej roli – prowadzenia spotkania autora z czytelnikami.

Mam gorącą nadzieję, że taka forma się Wam podobała. Myślę, że to miły i ciekawy dodatek do klasycznej formy – kanapy, pytań i odpowiedzi.

Dzięki uprzejmości koleżanki mojej żony mogę się z Wami podzielić kilkoma obrazami z tego wydarzenia:

Mam nadzieję za jakiś czas podrzucić tutaj jeszcze kilka.

To wydarzenie absolutnie nie mogłoby się odbyć gdyby nie życzliwość pani Anny Janus z Mediateki. To dzięki niej forma tego spotkania mogła być taką jaką widzieliście. Mogliśmy postrzelać, mogliśmy zamienić Mediatekę w biuro z lat 30-tych, mogliśmy skorzystać z ich gościnności pomimo zamknięcia tego przybytku dla normalnych użytkowników. Bardzo gorąco tą drogą chciałem podziękować Pani Ani, ale także wszystkim pracownikom, którzy pomagali nam przy budowie scenografii, transporcie i wszystkich innych aspektach działań związanych ze spotkaniem. Bardzo bym chciał aby ta współpraca zaowocowała w przyszłości jeszcze innymi, ciekawymi wydarzeniami. Ja jestem do dyspozycji, a ograniczeniem jest tylko wyobraźnia.

Nie mogę tutaj pominąć także prowadzącego, który pomimo choroby był w stanie się zmobilizować, wykurować i podleczyć na tyle, że poprowadził zgrabnie całość. Piotr Galik – jemu na miejscu, chyba z nerwów, nie podziękowałem. Niniejszym poprawiam ten błąd. Bez wsparcia z Jego strony nie było by tak fajnej i interesującej dyskusji.

Trzecią osobą, która mnie bezinteresownie wsparła był wredny tajniak, z którym musiałem walczyć na górze. To Miłosz Godziewski. Nie uwierzycie, ale żadnej sceny ze scenariusza nie ćwiczyliśmy ani minuty. Omówiliśmy ją jeden jedyny raz, a wyszło tak, że moja żona, Jacqueline, przestraszyła się, że spadnę z góry na schody. Tak to właśnie miało wyglądać. Miłosz! „Szacun” za profesjonalizm. I dzięki wielkie za pomoc! Na pewno, jeśli nadarzy się tylko okazja to zaproszę Cię do współpracy 🙂

Jest jeszcze jedna osoba, o której nie mogę tutaj zapomnieć. To człowiek, który absolutnie bezinteresownie, ale niezwykle profesjonalnie zaangażował się w to wydarzenie zapewniając mi możliwość komunikowania się z Wami. Zaskoczył mnie tym niezwykle. To mój kolega z pracy, Marcin Karel, który przyjął na siebie obowiązek obsługi dźwiękowej. Bez niego na pewno byście mnie nie słyszeli, bo zdenerwowanie z pewnością odebrało by mi resztki głosu jakie mi w czwartek pozostały. Marcinie – dziękuję!

Na pewno biuro nie wyglądało by jak biuro gdyby nie wsparcie moich kochanych rodziców. Od początku pomagali mi rozwiązać wszelkie logistyczne, transportowe i techniczne problemy, a także wspierali mnie w każdej chwili zwątpienia. Mamo, Tato – dziękuję 🙂

Nie mogę zapomnieć też o wszystkich gościach, którzy zdecydowali się wykroić ze swojego kalendarza odrobinę czasu i pojawić się w Mediatece. Nie macie pojęcia jak mnie zżerały nerwy. Wiem, że popełniłem mnóstwo błędów, że stojące bokiem do części z Was krzesło nie świadczyło o mnie najlepiej, że nie każdemu patrzyłem w oczy odpowiadając na zadane pytanie, ale musicie zwalić to na karb mojej niewiedzy jak takie spotkania wyglądają. To było pierwsze. Wierzę, że każde kolejne będzie już tylko lepsze. Dziękuję jednocześnie za wszystkie celne uwagi i sugestie. Możecie być pewni, że przyjrzę się im z ogromną uwagą. Szczególną moją uwagę zwróciło Wasze zainteresowanie dalszymi losami Willego. Tutaj pozwolę sobie na małą dygresję. Dzień przed spotkaniem z Piotrem ustalaliśmy szczegóły i on właśnie zasugerował mi, że może ciekawiej będzie nie wysyłać Wilhelma za ocean, a zostawić go do samego oblężenia twierdzy w 1945r. Wasze pytania na ten temat sugerują mi, że coś w tym może być. Będę to musiał wszystko raz jeszcze gruntownie przemyśleć. Tym bardziej, że za czasów mojej zabawy w mundury z okresu II wojny światowej walki o Wrocław rozpoznałem niezwykle dokładnie.

Na koniec dwa słowa do Pana, który zwracał uwagę na temat pasów bezpieczeństwa jakie „zapinałem” w trakcie pościgu w opowiadaniu „Wrogie przejęcie”. Bardzo celny strzał. Faktycznie nie mogło być wtedy żadnych pasów. Przygotowując się do tej sceny szukałem samochodu, który byłby w stanie rozwinąć na autostradzie prędkość rzędu 200km/h. W latach 30-tych nie było ich wcale wiele. Szukałem takiego wozu kilka tygodni. Jak już znalazłem to euforia z tego tytułu musiała mi przesłonić oczy tak mocno, że nie zwróciłem na taki szczegół uwagi. Jedynym wytłumaczeniem może być fakt, że jako materiał ikonograficzny posłużyły mi zdjęcia repliki tego wozu wykonanej pod koniec lat 80tych, kiedy to, aby dopuścić pojazd do ruchu po drogach, pasy były już wymagane, a więc w tym wozie się znalazły. Dzisiaj dokonałem już stosownych poprawek w egzemplarzu książki jaki mam do tego celu i na pewno zadbam aby przy ew. dodruku ten błąd naprawić. Tak samo jak brak spisu nazw ulic niemieckich i ich tłumaczeń na nazwy obecnie obowiązujące.

Jeszcze raz wszystkim przybyłym serdecznie dziękuję. To było niesamowite przeżycie móc Was gościć w Mediatece. Dziękuję! Do zobaczenia na kolejnych spotkaniach.

linia_1

Napisano Gniewne lato, Spotkania autorskie, Wpisy inne | Oznaczone jako: , , , | Wstaw komentarz

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *