W momencie gdy jakakolwiek książka pojawia się drukiem, są ludzie, którzy czytają ją nie tylko dlatego, że interesuje ich jej tematyka, klimat czy sam autor. Jest pewna grupa czytelników, którzy czytają aby opowiedzieć o swoich wrażeniach innym. Jeszcze podczas mej edukacji w szkole, pisanie recenzji stanowiło jeden z podstawowych elementów nauki na lekcjach j. polskiego. Nigdy nie czułem się w tym mocny więc dzisiaj pewnie bym się nie podjął tego aby opisywać moje wrażenia z czytania. Czy to wydawnictwo, czy to dystrybutorzy, czy to autor – każdy ma wybranych recenzentów, którzy dostają książkę i oczekiwana jest od nich recenzja, jeśli nie wychwalająca treść, to przynajmniej przychylna, życzliwie, konstruktywnie punktująca ewentualne błędy.
Tym bardziej cieszy gdy uda mi się trafić na pozytywne wrażenia z przeczytania „Gniewnego lata„, które umieszczają osoby kompletnie mi nie znane, które nie miały w takiej recenzji żadnego interesu, czy korzyści na widoku. W dzisiejszych czasach, gdy w internecie powszechne jest hejtowanie (nie lubię tego słowa), czy permanentne wyszukiwanie czyichś potknięć tylko po to aby komuś dowalić staje się ogólnie przyjętą normą, w takiej sytuacji napawa niezwykłym uczuciem ten jeden głos na puszczy, który idzie pod prąd hejtowym tendencjom. Dzisiaj, mówiąc kolokwialnie, spadła mi na blat biurka moja dziurawa szczęka gdy przeczytałem pewną opinię na temat tego co w trudzie i znoju udało mi się stworzyć. Powiedziałem sobie, że Wam ten tekst pokażę. Poniżej na żółto:
Kliknijcie proszę w obrazek aby się Wam otworzył w osobnym oknie bo tutaj skrypt strony zdeformował proporcje i nie da się tego przeczytać.
Dla porządku jeszcze link:
http://www.granice.pl/ksiazka,gniewne-lato,2655716
Chciałem tą drogą serdecznie podziękować za te ciepłe słowa pani (chyba :-D) Patrycji. Możecie wierzyć bądź nie – ale nie znam jej i nie stymulowałem w żaden sposób tej opinii. To mi pozwala nada wierzyć, że są jeszcze na tej ziemi normalni ludzie. 🙂
![]()

ale przecież to nie jedyna pozytywna i bezinteresowna opinia o tej książce, prawda?
http://kotnagalezi1.blox.pl/2015/05/Dowcipny-detektyw.html
Ależ oczywiście. Ta jednak mnie dziś szczególnie urzekła. Być może dlatego, że kompletnie nie znam tej osoby 🙂
„Kot na gałęzi” zawitał do mnie 30 maja:
http://wilhelm-knocke.pl/index.php/kalendarium-rocznica-i-wiosenny-misz-masz/
Za niego również serdecznie dziękuję.